W dzisiejszej Ewangelii Pan Jezus przestrzega przed chciwością, to jest pożądaniem bogactwa, ale nie tylko materialnego. Pan Jezus wygłosił tę naukę, bo odezwał się do niego człowiek, którego brat pozbawił spadku. W Biblii znajdujemy w wielu miejscach opis niechęci czy wręcz nienawiści miedzy braćmi. Mamy Kaina i Abla, mamy Jakuba i Ezawa, mamy syna marnotrawnego i jego niby sprawiedliwego brata, wreszcie mamy sytuację braci z dzisiejszej Ewangelii. Każdy taki opis wskazuje na jakąś wadę człowieka, która może doprowadzić do takiego nieszczęścia. Kłótnia, walka, nienawiść czy nawet zbrodnia między braćmi jest zawsze skutkiem wielkiego, wewnętrznego nieuporządkowania któregoś z nich. Począwszy od Kaina, poprzez anonimowego brata z dzisiejszej Ewangelii aż do wielu współczesnych braci, nienawiść zżera serce od środka. A skąd bierze się nienawiść w sercu człowieka, który przecież nie jest z góry nastawiony źle do bliźnich? Otóż nienawiść jest jak zakażenie zranionego serca. Każde serce, które nienawidzi było kiedyś przez kogoś na pewno zranione. Pytanie tylko, czy zranienie serca, nawet bardzo wielkie, jest usprawiedliwieniem nienawiści?

         Każdy, kto śledzi historię najnowszą wie, że druga wojna światowa była wielkim morzem nienawiści. A przecież partia hitlerowska sprawowała tam władzę tak naprawdę tylko dwanaście lat. Można więc powiedzieć, że nienawiść jest jak eksplozja, która rozprzestrzenia się bardzo szybko i ma wielką siłę rażenia. Jakby się przyjrzeć bliżej przyczynie tej eksplozji, to każdy historyk powie, że była to reakcja na poczucie krzywdy i upokorzenia po pierwszej wojnie światowej. Jakieś zranienie serca było faktem, ale ono zamiast zagoić się, zaczęło się psuć.

         Nie da się na tym świecie żyć tak, żeby uniknąć zranienia serca. Pan Jezus ostrzega jednak przed tym, żeby zranione serce nie stało się jak z kamienia, albo nie zmieniło się w czarną dziurę zdolną tylko do pochłaniania wszystkiego, i jeszcze uważającą, że wszystko to mu się słusznie należy. Bolesław Prus pisał w swojej Lalce o tym, jak podczas adoracji Grobu Bożego młoda kobieta szlochała w kościele. Okazało się potem, że płakała ze złości, bo została skrzywdzona. Krzywda sprawia, że człowiek zbliża się do Boga, ale zły duch zaraz podsuwa poczucie krzywdy, cierpiętnictwo, użalanie się nad sobą, koncentrację na sobie, a w końcu chęć wynagrodzenia sobie za krzywdy, poczucie tego, że mi się przecież należy, bo to ja tu cierpię, a w końcu chęć odwetu i nienawiść do krzywdzicieli. Co więcej wiele z takich osób próbuje wmieszać Pana Boga w swoją nienawiść i szukanie pomsty, bo wyklinają na bliźnich i życzą im kary Bożej czy wszystkiego najgorszego. Szukają własnej satysfakcji, a wmawiają sobie i innym, że przecież szukają tylko sprawiedliwości, chcą odebrać to, co im się ze sprawiedliwości należy. Jak bardzo taka postawa zaślepia. Do tego stopnia, że najgorsi krzywdziciele zazwyczaj sami uważają się za prowokowanych i pokrzywdzonych. Cierpienia jakie zadają bliźnim uważają za obronę, lub słuszną reakcję pokrzywdzonych. Przyjrzyjmy się na wszystkie pokrzywdzone „mniejszości”, których nie brakuje w dzisiejszych czasach. Czy nie ma tak, że wrzeszczą wulgarne i obraźliwe słowa, skaczą po samochodach, a w niektórych krajach wybijają szyby oraz okradają i podpalają sklepy? Potem ich działacze tłumaczą że to jedynie słuszna reakcja uciemiężonych. Pan Jezus przestrzega dzisiaj nie krzywdzicieli, ale wszystkich pokrzywdzonych: „Strzeżcie się wszelkiej chciwości”, a więc nie tylko takiej na pieniądze.

         Podobno kiedyś jedna kobieta zrobiła taki eksperyment. Dawała własnemu dziecku cukierki, żeby rozdawało kolegom i koleżankom w przedszkolu codziennie. Najpierw wszyscy odpowiadali ładnie „dziękuję”, a potem przestali. Po dłuższym czasie mama nie dała dziecku cukierków w ogóle, a wtedy koleżanki i koledzy dziecka pytali czemu nie ma dzisiaj cukierków? Wiemy, że ludzie otyli mają nieraz powiększone żołądki i dlatego trudniej jest im się nasycić. Czy my nasze serca też zamieniamy w żołądki, że tak trudno je zaspokoić i nasycić? Bogatemu człowiekowi w przypowieści opowiedzianej przez Pana Jezusa dobrze obrodziło pole. Nawet nie do tego stopnia, że zapełnił swoje spichlerze. Obrodziło mu w nadmiarze, tak, że nie miał gdzie tego wszystkiego trzymać. Nie przeszło mu nawet przez myśl, żeby chociaż ten nadmiar rozdać, czy obrócić na jakiś pożytek. Wolał zburzyć spichlerze, żeby pomieściły więcej. Zasłużył na miano głupca, bo potem te większe spichlerze przecież trudniej mu będzie napełnić.

Człowiek chciwy od zawsze był wyśmiewany: Skąpiec Moliera czy Scrooge Dickensa z Opowieści Wigilijnej to są postacie wręcz karykaturalne. Prawdziwy chciwiec to każdy człowiek o postawie roszczeniowej, a takiego trudno czymkolwiek nasycić. Roszczenia mogą być różne – od tych najbardziej prostych – żeby się najeść lub napić, aż do tych wielkich, jak roszczenia względem państw i narodów. Zdecydowanie przesadą jest już postawa roszczeniowa względem Pana Boga – zazdrościć bliźniemu łaski Bożej – to przecież grzech przeciwko Duchowi Świętemu.

Prawdziwe bogactwo jest związane z imieniem Boga. „Bogaty” powinno oznaczać tyle, co „Boży”. Gromadźmy więc sobie skarby w niebie.

W dzisiejszej Ewangelii Pan Jezus przestrzega przed chciwością, to jest pożądaniem bogactwa, ale nie tylko materialnego. Pan Jezus wygłosił tę naukę, bo odezwał się do niego człowiek, którego brat pozbawił spadku. W Biblii znajdujemy w wielu miejscach opis niechęci czy wręcz nienawiści miedzy braćmi. Mamy Kaina i Abla, mamy Jakuba i Ezawa, mamy syna marnotrawnego i jego niby sprawiedliwego brata, wreszcie mamy sytuację braci z dzisiejszej Ewangelii. Każdy taki opis wskazuje na jakąś wadę człowieka, która może doprowadzić do takiego nieszczęścia. Kłótnia, walka, nienawiść czy nawet zbrodnia między braćmi jest zawsze skutkiem wielkiego, wewnętrznego nieuporządkowania któregoś z nich. Począwszy od Kaina, poprzez anonimowego brata z dzisiejszej Ewangelii aż do wielu współczesnych braci, nienawiść zżera serce od środka. A skąd bierze się nienawiść w sercu człowieka, który przecież nie jest z góry nastawiony źle do bliźnich? Otóż nienawiść jest jak zakażenie zranionego serca. Każde serce, które nienawidzi było kiedyś przez kogoś na pewno zranione. Pytanie tylko, czy zranienie serca, nawet bardzo wielkie, jest usprawiedliwieniem nienawiści?

         Każdy, kto śledzi historię najnowszą wie, że druga wojna światowa była wielkim morzem nienawiści. A przecież partia hitlerowska sprawowała tam władzę tak naprawdę tylko dwanaście lat. Można więc powiedzieć, że nienawiść jest jak eksplozja, która rozprzestrzenia się bardzo szybko i ma wielką siłę rażenia. Jakby się przyjrzeć bliżej przyczynie tej eksplozji, to każdy historyk powie, że była to reakcja na poczucie krzywdy i upokorzenia po pierwszej wojnie światowej. Jakieś zranienie serca było faktem, ale ono zamiast zagoić się, zaczęło się psuć.

         Nie da się na tym świecie żyć tak, żeby uniknąć zranienia serca. Pan Jezus ostrzega jednak przed tym, żeby zranione serce nie stało się jak z kamienia, albo nie zmieniło się w czarną dziurę zdolną tylko do pochłaniania wszystkiego, i jeszcze uważającą, że wszystko to mu się słusznie należy. Bolesław Prus pisał w swojej Lalce o tym, jak podczas adoracji Grobu Bożego młoda kobieta szlochała w kościele. Okazało się potem, że płakała ze złości, bo została skrzywdzona. Krzywda sprawia, że człowiek zbliża się do Boga, ale zły duch zaraz podsuwa poczucie krzywdy, cierpiętnictwo, użalanie się nad sobą, koncentrację na sobie, a w końcu chęć wynagrodzenia sobie za krzywdy, poczucie tego, że mi się przecież należy, bo to ja tu cierpię, a w końcu chęć odwetu i nienawiść do krzywdzicieli. Co więcej wiele z takich osób próbuje wmieszać Pana Boga w swoją nienawiść i szukanie pomsty, bo wyklinają na bliźnich i życzą im kary Bożej czy wszystkiego najgorszego. Szukają własnej satysfakcji, a wmawiają sobie i innym, że przecież szukają tylko sprawiedliwości, chcą odebrać to, co im się ze sprawiedliwości należy. Jak bardzo taka postawa zaślepia. Do tego stopnia, że najgorsi krzywdziciele zazwyczaj sami uważają się za prowokowanych i pokrzywdzonych. Cierpienia jakie zadają bliźnim uważają za obronę, lub słuszną reakcję pokrzywdzonych. Przyjrzyjmy się na wszystkie pokrzywdzone „mniejszości”, których nie brakuje w dzisiejszych czasach. Czy nie ma tak, że wrzeszczą wulgarne i obraźliwe słowa, skaczą po samochodach, a w niektórych krajach wybijają szyby oraz okradają i podpalają sklepy? Potem ich działacze tłumaczą że to jedynie słuszna reakcja uciemiężonych. Pan Jezus przestrzega dzisiaj nie krzywdzicieli, ale wszystkich pokrzywdzonych: „Strzeżcie się wszelkiej chciwości”, a więc nie tylko takiej na pieniądze.

         Podobno kiedyś jedna kobieta zrobiła taki eksperyment. Dawała własnemu dziecku cukierki, żeby rozdawało kolegom i koleżankom w przedszkolu codziennie. Najpierw wszyscy odpowiadali ładnie „dziękuję”, a potem przestali. Po dłuższym czasie mama nie dała dziecku cukierków w ogóle, a wtedy koleżanki i koledzy dziecka pytali czemu nie ma dzisiaj cukierków? Wiemy, że ludzie otyli mają nieraz powiększone żołądki i dlatego trudniej jest im się nasycić. Czy my nasze serca też zamieniamy w żołądki, że tak trudno je zaspokoić i nasycić? Bogatemu człowiekowi w przypowieści opowiedzianej przez Pana Jezusa dobrze obrodziło pole. Nawet nie do tego stopnia, że zapełnił swoje spichlerze. Obrodziło mu w nadmiarze, tak, że nie miał gdzie tego wszystkiego trzymać. Nie przeszło mu nawet przez myśl, żeby chociaż ten nadmiar rozdać, czy obrócić na jakiś pożytek. Wolał zburzyć spichlerze, żeby pomieściły więcej. Zasłużył na miano głupca, bo potem te większe spichlerze przecież trudniej mu będzie napełnić.

Człowiek chciwy od zawsze był wyśmiewany: Skąpiec Moliera czy Scrooge Dickensa z Opowieści Wigilijnej to są postacie wręcz karykaturalne. Prawdziwy chciwiec to każdy człowiek o postawie roszczeniowej, a takiego trudno czymkolwiek nasycić. Roszczenia mogą być różne – od tych najbardziej prostych – żeby się najeść lub napić, aż do tych wielkich, jak roszczenia względem państw i narodów. Zdecydowanie przesadą jest już postawa roszczeniowa względem Pana Boga – zazdrościć bliźniemu łaski Bożej – to przecież grzech przeciwko Duchowi Świętemu.

Prawdziwe bogactwo jest związane z imieniem Boga. „Bogaty” powinno oznaczać tyle, co „Boży”. Gromadźmy więc sobie skarby w niebie.

Ks. B. Krzos

logo

caritas

Liturgia na dziś

Copyright © 2022 Parafia Św. Józefa w Sandomierzu. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Joomla! jest wolnym oprogramowaniem wydanym na warunkach GNU Powszechnej Licencji Publicznej.
Our website is protected by DMC Firewall!