Dzisiejsza Ewangelia składa się z dwóch części. W pierwszej Apostołowie proszą Pana Jezusa o przymnożenie wiary. Wtedy Pan Jezus mówi: „Gdybyście mieli wiarę jak ziarnko gorczycy, to powiedzielibyście tej morwie: ‘przesadź się w morze’ a byłaby wam posłuszna”. A trzeba wiedzieć, że morwa jest drzewem bardzo mocno ukorzenionym i twardym. W drugiej części Pan Jezus mówi o tym, że nikt nie dziękuje słudze za wykonanie jego rutynowych prac. Apeluje też, żeby mówić zawsze: „słudzy nieużyteczni jesteśmy, wykonaliśmy to, co nam polecono”.

Może w tym miejscu w naszym sercu zrodzić się pytanie, dlaczego te części zestawione zostały razem? Co mają ze sobą wspólnego? Odpowiedź kryje się chyba w pierwszym czytaniu z Proroka Habakuka. Jeszcze tydzień temu Pan Jezus mówił do bogacza w otchłani, że jeśli ktoś nie słucha proroków, nie uwierzy nawet widząc zmartwychwstanie. Zatem głosy proroków wyjaśniają to, co czyni Pan Jezus, a Pan Jezus wypełnia i wyjaśnia to, co mówią prorocy. Prorok mówi jak sobie poradzić z tym, że na świecie nie ma sprawiedliwości, a dobro nie zawsze zwycięża. Wszyscy, którym doskwiera to, że na tym świecie nie dzieje się tak , jak powinno są zachęcani do wiary. A wiara to nie jest jakaś naiwna mrzonka, ale pewność, że to, co dobre trwa wiecznie, a to, co złe zawsze się kończy. Wiara to świadomość, że dobro i zło nie są dwiema równorzędnymi siłami, które walczą ze sobą i raz zwycięża jedno, a raz drugie. Tak wierzono w Babilonii: dobrem rządzi dobry bóg, a złem – bóg zły. Ponieważ raz zwycięża jedno, a raz drugie, człowiek powinien się zdecydować, komu chce służyć, a komu się narazić. Prorok natomiast woła, że każdy, kto służy złu, na pewno się zawiedzie, a ci, którzy opowiedzą się za dobrem – zwyciężą. Ten głos staje się dzisiaj bardzo aktualny. Pojawia się także i u nas podejście – można by powiedzieć – babilońskie. Ludzie grzeszą już nie tylko z powodu słabości lub upadków, ale wielu wprost deklaruje, że chce służyć złu. Co więcej, może się wydawać, że na tej drodze źli odnoszą nawet pewne sukcesy. Z tego powodu wielu z nas, patrząc na ten świat i jego porządek wywracany dzisiaj do góry nogami, woła podobnie jak apostołowie, że ich wiara słabnie. „Panie, przymnóż nam wiary!” – wołamy tak, jak w dzisiejszej Ewangelii, a być może są już takie osoby, które nie mają siły, by wołać, albo wiarę utraciły.

Pan Jezus odpowiada, że wiara jest jak ziarenko gorczycy. Każdy z nas widział, nawet w musztardzie, jakie one są maleńkie. Są małe, ale mają w sobie wielki potencjał, bo przecież nie są niczym. Pan Jezus wiarę przymnaża, tak jak Bóg siłami natury sprawia, że z małego ziarenka gorczycy wyrasta wielkie drzewo. Pan Jezus wiarę przymnaża, jeśli ona jest w sercu człowieka w zarodku, nawet maleńkim jak ziarenko gorczycy. Natomiast jeśli tego ziarenka nie ma, to i łaska Boża jest tutaj bezsilna. Pan Jezus chętnie by wiarę uczniów rozmnożył do tego stopnia, że byliby w stanie przenosić góry i drzewa. Jeśli jednak tego nie robi, to może znaczyć, że nie ma czego rozmnażać? Obojętnie jak wielka liczbę pomnoży się przez zero, zawsze wyjdzie zero. Pan Bóg chce przymnażać naszą wiarę, ale choćby nie wiem jak mnożył ja swoja łaską, to jeśli w sercu człowieka jest zero, to i tak na koniec zero wyjdzie. Chodzi o to, żeby mieć choć trochę wiary.

Apostołom na pewno podobało się czynienie cudów w imię Pana Jezusa i dlatego chcieli sami dysponować taką mocą. Myślę, że wielu z nas dzisiaj także prosiłoby o wiarę tak mocną, żeby przesadzać drzewa i przenosić góry, a pewnie nie jeden budynek byłby zrównany z ziemią, niejedno drzewo wyrwane z korzeniami i niejedna granica przesunięta. Czy jednak na tym ma polegać wiara? Pan Jezus odpowiada uczniom na pytanie o wiarę przykładem o słudze. Dzisiaj powiedzielibyśmy, że chodzi o pracownika. Jeśli pracownik wykonuje swoją pracę, obojętnie czy w osiedlowym sklepiku czy na najwyższym piętrze wieżowca w wielkiej firmie, to odbiera za nią jakieś wynagrodzenie. Czy każdemu z nas trzeba wysyłać specjalne zaproszenie do pracy, za którą pobiera wynagrodzenie? Czy wyświadczmy wszystkim zaszczyt, jeśli przychodzimy i robimy to, co nas należy? Oczywiście miło jest, jeśli ktoś nas docenia, ale naiwnym byłoby spodziewanie się tego, żeby na mnie w pracy czekał rozwinięty czerwony dywan. Podobne podejście należy mieć w życiu. Każdy z nas jest człowiekiem, postawionym na pewnym miejscu na świecie i realizującym swoja misję. Ta misja jest zawsze najważniejsza, nie dlatego, że jest wielka czy zaszczytna, ale dlatego, że jest nasza, dana nam przez Boga i oczekiwana przez ludzi. Nie jesteśmy cele brytami życia, tak jak aktorzy czy inne znane osoby, wokoło których zbiegają się dziennikarze i fani, kiedy ci na przykład kupują cos w normalnym sklepie. Miejmy pokorne podejście do życia. Dostajemy przecież przez ręce Boga i ludzi to, co jest nam do życie potrzebne. Nie wszystko człowiek sam dla siebie zrobi. Choć nawet ciężko pracuje i powie, że do wszystkiego sam doszedł, to jednak nie ma wpływu na swoje zdolności, zdrowie oraz czas i miejsce, w którym się rodzi. Rozejrzyjmy się wokoło i zauważmy, jakie „dniówki” otrzymujemy codziennie od Pana Boga. Wtedy zobaczymy, że trzeba coś dać od siebie na tym świecie. Wtedy będzie to postawa pokorna, a wówczas zasiane zostanie ziarenko gorczycy w naszym sercu, a o resztę zatroszczy się Bóg.

Ks. B.Krzos

logo

caritas

Liturgia na dziś

Copyright © 2022 Parafia Św. Józefa w Sandomierzu. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Joomla! jest wolnym oprogramowaniem wydanym na warunkach GNU Powszechnej Licencji Publicznej.
Our website is protected by DMC Firewall!