Dzisiejsza Liturgia Słowa mówi o trądzie. W pierwszym czytaniu z trądu zostaje uzdrowiony Syryjczyk Naaman, a w Ewangelii mamy scenę z dziesięcioma trędowatymi. Głównym problemem nie jest tu jednak trąd jako choroba, czy jakakolwiek inna choroba. Chodzi raczej o postawę ludzi zarażonych i uzdrawianych. Syryjczyk Naaman jechał z całym orszakiem do proroka Elizeusza. Prorok tymczasem nawet nie wyszedł na jego powitanie, tylko przez posłańca kazał mu siedmiokrotnie zanurzyć się w wodach Jordanu. To wydało się Naamanowi tak banalne, że aż się oburzył. Kiedy jednak skorzystał z rady, natychmiast został oczyszczony z trądu. Podobnie było z dziesięcioma trędowatymi z Ewangelii. Pan Jezus spotkał ich na granicy Galilei i Samarii. Były to krainy sobie nawzajem nieprzyjazne i zapewne oddzielały je jakieś wzgórza czy niewielki, ale niezamieszkały obszar. Po takim odludziu miedzy jedną a druga krainą wałęsali się trędowaci. Nie mogli przecież znaleźć dla siebie miejsca wśród ludzi. Skoro było ich dziesięciu i choć byli z różnych krain chodzili razem, można wywnioskować, że chorowali już długo. Są tacy ludzi wokoło nas, którzy niegdzie nie pracują, zdrowia też nie mają, ani pieniędzy, ani za bardzo celu w życiu. Byli i są od zawsze i trudno powiedzieć od ilu już lat to trwa. Ciągle jedni odchodzą z grupy, a dochodzą nowi. Są jak ci trędowaci, których spotkał Pan Jezus. Kiedy Go zobaczyli od razu poprosili o ozdrowienie. Tymczasem Pan Jezus zamiast podejść do nich czy dotknąć ich ran, zacytował im prawo, które obowiązywało: „Idźcie, pokażcie się kapłanom”. Była to rutynowa czynność przewidziana przez Prawo. Znowu prosta rzecz do wykonania, powszechnie wszystkim znana a tu taki opór, jak w przypadku Syryjczyka. Te dwie sceny przypominają mi spotkanie, którego doświadczyłem w moim życiu. Przyszedł kiedyś na wieczorne nabożeństwo mody człowiek. Wydawało się, że był pod wpływem alkoholu lub innych substancji. Rzucał się na kolana i błagał o ratunek. Wołał, że jego życie jest w niebezpieczeństwie i złu duch go atakuje. Prosił o pilny kontakt z egzorcystą lub innym specjalistą. Oczywiście w takich wypadkach zawsze ksiądz zadaje standardowe pytanie: „Kiedy pan był ostatnio u spowiedzi i komunii?” on oczywiście zawołał, że już dawno i żebym nie zmieniał tematu, bo on jest w poważnym niebezpieczeństwie i potrzebie. Więc ja do niego standardowo, żeby po prostu skorzystał ze spowiedzi i jak to nie pomoże to się zgłosił. Wtedy on się oburzył i powiedział, że my – księża, to zawsze mówimy tylko o jednym i tym samym. Zaproponowałem mu proste i oczywiste rozwiązanie i to go tak zniechęciło. Skąd się bierze taka postawa wśród ludzi?

         Wydaje się, że możliwe odpowiedzi są dwie, ale wypływają z jednego źródła. Po pierwsze wydaje nam się, że problemy, z którymi się borykamy, a które w dzisiejszych czytaniach symbolizuje trąd, są bardzo poważne. Są tak poważne, że na pewno trudno sobie z nimi poradzić. Nie radząc sobie z problemami, można powiedzieć obnosząc się z nimi to tu, to tam, pokazujemy, w jak ciężkiej i trudnej jesteśmy sytuacji: tylko siąść i płakać nad nami, a my musimy sobie z tym radzić, stąd nie ma nic dziwnego w tym, że sięgamy po alkohol lub inne rozrywki. Nie chcemy przyjąć do wiadomości tego, że na nasze problemy, które wobec wszystkich obnosimy nieraz całe lata, mogą istnieć proste rozwiązania. Oburzamy się, jeśli ktoś nam to zasugeruje. Drugi powód to właśnie oskarżenie, którego chcemy uniknąć. Jeśli problemy rozwiązuje się w proste sposoby przy stosunkowo niewielkim wysiłku, to fakt, że ja wciąż borykam się z problemami, świadczy o mnie niekorzystnie. Pokazuje, że tak naprawdę okazuję się słabym człowiekiem, bo moje problemy są przeciętne i wcale nie wyjątkowe.

         Zadajmy sobie teraz pytanie, czy my sami nie widzimy się w postaciach z dzisiejszej Liturgii Słowa? Czy nie jesteśmy jak Naaman, który paraduje z orszakiem niosąc problem, jaki wśród jemu współczesnych był dość powszechny i często spotykany? Czy nie wymagamy od Pana Boga i bliźnich zawsze „specjalnego traktowania?” Zapominamy jednak o zwyczajnych środkach na nasze dzisiejsze problemy. A tymi środkami są: modlitwa, sakramenty, a zwłaszcza regularna spowiedź, udział we Mszach świętych i Komunia? Św. Karol Boromeusz pisał do swoich kapłanów, ale moglibyśmy odnieść te słowa do wszystkich. Pisał o problemach z modlitwą i skupieniem oraz z utrzymaniem życia w ramach Przykazań Bożych. Pytał jednak wszystkich borykających się z takimi kłopotami: „Co zrobiłeś ze swojej strony, jakie środki zaradcze zastosowałeś, żeby nie dopuścić lub zaleczyć problem w zarodku?” Jeśli żadne, to zrób wszystko, co możesz, a dopiero wtedy przyjdź po fachową pomoc.

         Kiedyś w czasie wykładu u pewnego starszego profesora jeden ze studentów podniósł rękę i zadał jakieś proste pytanie. Wtedy profesor odpowiedział: Profesor na uniwersytecie to nie jest zegarynka, do której zawsze można się zwrócić. Niech pan poszuka w podręczniku lub w bibliotece, a jak pan nie znajdzie odpowiedzi, to proszę przyjść z tym do mnie”. Nie bójmy się prostych rozwiązań na trudne problemy. Ta zasada działa także w duchowości. Prosta modlitwa, cierpliwie powtarzana, spowiedź i adoracja powtarzana co jakiś czas, powinny pomóc rozwiązać trudne sprawy ducha.

Ks. B.Krzos

 

logo

caritas

Liturgia na dziś

Copyright © 2022 Parafia Św. Józefa w Sandomierzu. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Joomla! jest wolnym oprogramowaniem wydanym na warunkach GNU Powszechnej Licencji Publicznej.
DMC Firewall is developed by Dean Marshall Consultancy Ltd