Dzisiejsza niedziela rozpoczyna Adwent, który wcale nie jest czasem oczekiwania, ale czasem przyjścia. Słowo Boże nazywa Boga Tym, który był, który jest i który przychodzi. Adwent nie odsyła nas do Boga, który kiedyś przyjdzie, ale do Boga, który wciąż przychodzi, można powiedzieć wciąż wraca. Wielokrotnie w historii próbowano wyrzucić Pana Boga poza margines. Ogłaszano, że Bóg nie istnieje, że jest niepotrzebną hipotezą, że „Bóg umarł”, że już sprawa załatwiona ostatecznie. Myślę, że wielu czytających te słowa nawet przeżyło już kilka takich czasów, w których powiedziano, że religia już nie wróci, że minie, że nie ma szans. Tych głosicieli już nie ma, a Bóg ciągle wraca. Zawsze zdarzy się coś takiego, że temat Boga i religii zawsze wraca, nawet w tak trudnym pytaniu: „Gdzie jest Pan Bóg?” Adwent to święto Boga, który zawsze wraca, ciągle, w każdym pokoleniu i w każdym czasie. Tym razem znów chce wrócić do twojego życia, wrócić naprawdę, bo wydaje się, że drogi nasze się trochę rozeszły od czasu pogrzebu kogoś bliskiego, od czasu komunii dziecka czy bierzmowania.

 

         Nikogo chyba nie zaskoczy jeśli napiszę, że przezywamy obecnie kryzys. Bardzo lubimy tak mówić, bo kryzys usprawiedliwia wiele. Zawsze można zrzucić na jego barki winę za niepowodzenia życiowe czy utratę wiary. Jednak jak przyjrzymy się bliżej naszej historii, to śmiało można powiedzieć, że jakiś kryzys zawsze był. „Nasz” kryzys różni się tym tylko od innych kryzysów, że naszego doświadczamy sami, na własnej skórze, a o innych możemy czytać w książkach do historii. Kiedy nasza epoka zdaje się nie wnosić niczego dobrego w dzieje świata, pojawia się pokusa nazywania naszego kryzysu tym najgorszym a naszych czasów najtrudniejszymi. Jest to podejście apokaliptyczne, które nie jest dobre. Nie powinniśmy mieć postawy proroków apokalipsy, którzy uważają, że gorzej już być nie może, i że na pewno na naszych oczach niedługo „to się wszystko zawali”. My w Kościele powinniśmy przyjmować postawę eschatologiczną. Polega ona na oczekiwaniu na koniec świata, ale w ten sposób, że każdy moment traktujemy jakbyśmy stawali na sądzie Bożym. W każdym czasie dokonuje się jakiś sąd nad światem. W każdym czasie człowiek powinien świadomie opowiedzieć się za Chrystusem i zwrócić do Niego; żyć tak, jakby ten moment był ostatni w życiu. Nie bać się ani nie lękać, ale żyć świadomie i w pełny sposób, obojętnie kim jestem i co dobrego robię.

         Prorok Izajasz opisuje dzień Pański, który ma nadejść na końcu czasów. Prorok zapowiada, że wtedy wszyscy zwrócą się do Pana Boga i będą chcieli się uczyć od Niego Jego dróg i „przekują miecze na lemiesze”. Jakie miałoby to znaczenie, gdyby koniec czasów kończył wszystko? To nie będzie koniec zupełny, ale raczej koniec tego, co stare i jakiś nowy początek. Nie ma tam mowy o trąbach, grzmotach, wojnach i katastrofach, ale o zwróceniu się na nowo w kierunku Boga. Stanie się to na koniec historii. Mówi się, że dzień dzisiejszy jest początkiem drugiej części mojego i twojego życia, reszty naszego życia. Ale także dzień dzisiejszy jest końcem przeszłości, jest końcem historii, wszystko, co było dotąd, kończy się właśnie dziś. A więc kiedy jest czas na spełnienie słów proroka i nawrócenie do Pana? Jest on właśnie dziś. Trzeba tylko uwierzyć w to, że dzisiaj kończy się przeszłość a zaczyna nowy czas.

         Ewangelia mówi o Adwencie, czyli o tym, jak Bóg przychodzi do człowieka. Pan Jezus porównuje to przyjście do czasów Noego, który budował arkę. Księga Rodzaju opisuje wizyty Boga u Noego. Sam Bóg odwiedzał go i kierował budową. Nikt inny z ludzi, oprócz rodziny Noego, nie spostrzegł się, że coś się szykuje, a przecież sam Bóg przychodził codziennie. Codziennie Noe nawracał się na nowo, codziennie myślał nad swoim życiem. Każdy dzień był nowym początkiem i końcem tego, co stare. W końcu jednak przyszedł potop i skończył wszystko definitywnie, ale dał jednocześnie nowy początek na obmytej ziemi. Tak jest i z nami: kto rozpoznaje przychodzącego Boga buduje swoje życie według jego wskazań. Takie życie uratuje jego i jego rodzinę przed zalewem zła. Pan Jezus ostrzega, że choć najpierwszy rzut oka trudno odróżnić ludzi od siebie, to jednak „jeden będzie wzięty, a drugi zostawiony”. Możemy to rozumieć, że jeden będzie uratowany, a drugi nie. A decydować będzie nie imię człowieka zapisane przed laty w księdze chrztów, ale to, czy rozpoznał w porę przychodzącego Boga. Czy potraktował obecny moment swojego życia jako nowy koniec i nowy początek, a nie jako jeden z wielu momentów oczekiwania na coś, co wiecznie ma nadejść i nigdy nie nadchodzi. Kto obecny moment traktuje jako moment decyzji i sądu, te bardzo szybko rozpozna Boga, którego imię jest: „Ten, który przychodzi”. Rozpozna Boga i zostanie uratowany.

         Benedykt XVI powiedział kiedyś, na początku Adwentu, że człowiek duchowo żyje tak długo, jak długo jeszcze się czegoś spodziewa. Kto nie oczekuje już na nic ten wewnętrznie umarł. Oczekiwanie nie polega na wyglądaniu w przyszłość. Kto myśli, że oczekiwany Gość przybędzie w przyszłości, ten nie czeka teraz. Kto spodziewa się Oczekiwanego w tym momencie, ten naprawdę czeka i duchowo żyje. Taki człowiek nigdy nie minie się z Chrystusem.

Ks. B. Krzos

 

logo

caritas

Liturgia na dziś

Copyright © 2023 Parafia Św. Józefa w Sandomierzu. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Joomla! jest wolnym oprogramowaniem wydanym na warunkach GNU Powszechnej Licencji Publicznej.
DMC Firewall is a Joomla Security extension!