Kochani

Ewangelie Okresu Wielkanocnego pokazują sposoby spotkania z Chrystusem Zmartwychwstałym. Zmartwychwstanie nie jest faktem z przeszłości, bo Pan Jezus powstał z martwych i żyje do dzisiaj, choć nie w ten sam sposób w jaki żyjemy my. Skoro Pan Jezus Zmartwychwstały należy do naszej teraźniejszości, to znaczy że i my także możemy Go spotkać i dzisiejsza Ewangelia mówi nam w jaki sposób. Chrystus Zmartwychwstały wybiera inne formy kontaktu niż widzenie i słyszenie. Tak robił za swojego ziemskiego życia i nie został przyjęty. Zresztą widzenie nie zależy od człowieka. Jeśli ktoś stanie nam przed oczami, to możemy go lubić albo nie, ale i tak Go zobaczymy. Pokazanie się osobie wrogiej nie pociąga do przyjaźni tylko wywołuje większą wrogość. Zmartwychwstały Pan Jezus ma do zaoferowania o wiele więcej niż swój widok, ale ma też pewne warunki. Oto dwaj uczniowie przychodzą i opowiadają z przejęciem jak spotkali Chrystusa i wtedy spotykają Go naprawdę wszyscy. To znaczy, że Pan przychodzi do tych, którym nie jest obojętny, którzy potrafią o Nim myśleć, mówić i tęsknić.

Pan Jezus, kiedy przychodzi, obdarza uczniów pokojem. Ks. Węgrzyniak pisze, że takie pozdrowienie brzmiało w ich języku SZALOM. Ma on głębokie znaczenie. Znaczy dosłownie „posiadać wszystko, co potrzeba”. Rzeczywiście, kiedy człowiekowi brakuje czegoś lub kogoś, czuje się niepewny i nie ma wewnętrznego spokoju. Dopiero wtedy, jak ma wszystkiego pod dostatkiem, otacza go miłość i nie brakuje niczego, serce człowieka jest ukojone. Rzeczywiście serca uczniów były napełnione niepokojem, bo wydawało się im, że widzą ducha.

Współczesny człowiek nie odczuwa pokoju, dlatego że otaczają go ideologie. Ideologie są to puste słowa, które wymagają nieraz wielkich poświęceń i wpływają na ludzkie życie, ale kiedy potrzeba konkretnie pomóc, rozpływają się jak chmura i nie służą nikomu. Tymczasem Pan Jezus objawia się jako bardzo realny i prawdziwy: pokazuje nawet, że ma ciało i kości. Wiara w Chrystusa nie jest stekiem słów, które mają uspokajać czy listą wymagań. Jest konkretną Osobą, taka samą jak my, co pokazuje jedząc rybę.

Kiedy Adam i Ewa zjedli zakazany owoc „otworzyły się im oczy”. Tego samego wyrażenia użył Ewangelista kiedy mówił, że Pan „otworzył im oczy” żeby rozumieli pisma. Dokonało się więc odkupienie. Wtedy ludzie zobaczyli samych siebie w całej swojej nędzy, a teraz widzimy Chrystusa, który cierpiał za ludzi, umarł i zmartwychwstał. Tym sposobem przysłania nasze słabości, usuwa strach i obdarza na spokojem.

Kochani

Pan Jezus w dzień Zmartwychwstania odwiedził Apostołów w Wieczerniku. Zastał ich przestraszonych i zamkniętych, chociaż wcześniej dotarła do nich Dobra Nowina o Zmartwychwstaniu. To niespodziewane przyjście żywego Pana do wieczernika można nazwać „Powtórnym przyjściem Chrystusa”. Czego możemy się dzisiaj dowiedzieć z tej ewangelicznej sceny o powtórnym przyjściu Chrystusa, na które czekamy?

My wszyscy jesteśmy jak Apostołowie w wieczerniku. Z jednej strony czekamy niecierpliwie na przyjście Pana – śpiewamy w każdej Mszy św., że „oczekujemy Twego przyjścia w chwale”, a z drugiej strony jesteśmy wystraszeni i najchętniej zamknęlibyśmy na amen drzwi do naszego życia. Obawiamy się surowego sądu, bo wiemy, że my też – podobnie jak Apostołowie – zawiedliśmy Pana Jezusa. Czasem uciekaliśmy od Niego z powodu lęku, czasem przekładaliśmy inne dobra ponad miłość Chrystusa, a czasem wprost zapieraliśmy się Go jak św. Piotr w chwili próby. Czy słusznie mamy powody do obaw przed nadchodzącym dniem Bożego Sądu?

Pan Jezus, który przychodzi do Apostołów w pierwszych słowach nie woła na wzór ziemskich władców: „Drżyjcie!”, ale obdarza ich swoim pokojem. A potem, jakby na znak rozpoznawczy, pokazuje im przebite ręce i bok. Znakiem rozpoznawczym Pana Jezusa nie jest groźne oblicze, ale rany poniesione z miłości do człowieka. Potem ogłasza uczniom kolejną Dobrą Nowinę: „Komu odpuścicie grzechy, są im odpuszczone, a komu zatrzymacie – są im zatrzymane”. Radosna nowina polega na tym, że spraw grzechów ludzkich i sądu nad nimi Bóg nie pozostawia w swoich Boskich rękach, ale powierza je ludziom. Sam stał się człowiekiem i doświadczył wszystkich skutków grzechów ludzkich właśnie po to, by mógł je sprawiedliwie osądzić. Sprawiedliwie to nie znaczy surowo, ale to znaczy, że będzie brał pod uwagę wszystkie okoliczności, łącznie z naszymi słabościami ludzkimi, które sam rozumie. Tym samym duchem mają kierować się Apostołowie i ich następcy – biskupi i kapłani. Wiedząc, że sami są grzesznymi ludźmi i potrzebują przebaczenia, powinni, kiedy tylko jest to możliwe, odpuszczać innym grzechy.

Narzędziem Bożej sprawiedliwości nie jest więc karząca dłoń, ale kochające serce. Już od kilku wieków, kiedy malarze przedstawiają Pana Jezusa, zazwyczaj ukazują ranę na Jego Boku i Sercu. Szczególnie popularny stał się dzisiaj wizerunek Pana Jezusa pokazującego swoje otwarte Serce. To jest to samo Serce oplecione koroną cierniową, które Pan Jezus objawił św. Małgorzacie-Marii, św. Katarzynie i naszej św. Faustynie. To samo serce, które czcił św. Józef Sebastian biskup, to samo, które na oleodrukach wisiało na ścianach polskich domów. To jest Serce na wzór dla naszych serc, Serce, które wszystko rozumie, Serce, które tak łatwo jak nasze można zranić i jednocześnie Serce, które potrafi zadrżeć z litości.

Znany wszystkim obraz Jezusowego Serca, lub inaczej „Jezu ufam Tobie”, przedstawia scenę wejścia Chrystusa do wieczernika. Tak wyobrażam sobie Chrystusa przychodzącego powtórnie na świat, żeby nasz wszystkich osądzić. Być może przed nim będziesz szła wielka burza, ogień, trzęsienia ziemi i inne moce. Ale On sam przyjdzie właśnie tak, w lekkim powiewie swojego miłosierdzia. W tchnieniu, które odpuszcza grzechy. Błogosławieni, którzy nie widzieli Go, ale uwierzyli i uwierzą w Niego.

Na początku Ewangelii św. Jana Pan Jezus powiedział do jednego z uczniów Natanaela: „widziałem cię zanim cię zawołał Filip jak byłeś pod figowcem”. Wtedy Natanael powiedział: „Ty jesteś Mesjaszem, ty jesteś Królem Izraela”. Dzisiaj na koniec Ewangelii Jana podobny dialog przeprowadził Pan Jezus z Tomaszem. Nie było go z Apostołami w dzień Zmartwychwstania, a potem zarzekał się, że nie uwierzy, dopóki nie włoży palców w rany Chrystusa. W tych słowach brzmi jakieś zdenerwowane, jakieś roszczenie skierowane do Pana Jezusa, dlaczego akurat jego wiarę wystawia na próbę. Kiedy po ośmiu dniach spotkali się wszyscy razem w Wieczerniku Pan Jezus przypomniał te słowa Tomaszowi. To znaczy, że choć Tomasz nie był z Apostołami i Panem Jezusem, to Zbawiciel był cały czas z Tomaszem, tak jak był wcześniej z Natanaelem i tak jak jest zawsze z każdym i każdą z nas. Upomnienie, jakie Pan Jezus skierował do Tomasza dotyczyło braku wiary. Tomasz nie wierzył w stałą obecność Pana Jezusa, w to, że jest przy nim gotowy wspierać go w każdej trudnej chwili.

Chwile jakie spędzamy na tym świecie można podzielić na dwa rodzaje. W jednych doświadczamy żywej obecności Pana Jezusa, zupełnie jakbyśmy Go widzieli. Łatwo nam wtedy wołać: „Pan mój i Bóg mój!”. Ale są jeszcze inne chwile, czas kiedy wydaje się, że Pan Jezus o nas zapomniał, a tylko inni jakoś Go widzą i spotykają. Wtedy człowiek, tak jak Tomasz, może nawet powiedzieć rzeczy nierozważne.

Pan Jezus odpowiada jednak miłosiernie. Do objawienia ośmiu Błogosławieństw dodaje jeszcze jedno, które znaczy tyle, że jedną z dróg do świętości i szczęścia jest wiara mimo wszystko, mimo braku namacalnych dowodów, nawet wbrew zmysłom, emocjom i ludzkim kalkulacjom.

Niedziela Męki Pańskiej

Ewangelia św. Marka była pisana dla Kościoła w Rzymie. Cała ta cywilizacja, tak potężna i rozbudowana, której ruiny podziwiamy do dziś, wytworzyła tak wiele pogardy i śmierci. Za pięknymi fasadami willi, pałaców, świątyń i innych wielkich budowli kryje się dramat ukrzyżowanych, wojen, podbitych narodów i zniewolonych ludzi. Ta rzymska cywilizacja, miała swoją ciemną stronę chyba z tego powodu, że człowiek ogłosił się tam bogiem. Najgorsza kara ukrzyżowania nie spotykała właściwie najgorszych przestępców, lecz tych, którzy obrazili majestat panującego – tego, który uważał się za boga.

Ta historia powtarza się nie tylko w dziejach poszczególnych krajów, ale też w dziejach poszczególnych ludzi. Dzisiejsze czasy pełne są bożków, nie mniej pełne niż stare rzymskie fora. Mówiło się jeszcze do niedawna, że bożkiem dla współczesnego człowieka może być praca, kariera, pieniądze, itp. W dzisiejszych czasach jednak to człowiek sam wobec siebie często zachowuje się jak pogański kapłan lub kapłanka. Sam siebie otacza czcią. Nawet jeśli zdobywa jakieś dobra, ostatecznie czyni to dla samego siebie.

Dramat Męki Pańskiej pokazuje, że Chrystus Pan przynosi odkupienie w najmniej oczekiwany sposób i najmniej oczekiwanym miejscu. Niewiele słów Pana Jezusa znajdziemy w tym opisie. Od „Ja nim jestem” po dramatyczne: „Eli lama sabachtani”. Pan Jezus jako jedyny mógł zgodnie z prawdą powiedzieć, że jest Bogiem i doświadczył krańcowego opuszczenia.

Wielki Czwartek – Msza Wieczerzy Pańskiej

          Wyobraźmy sobie co dzieje się w naszym sercu, kiedy wiemy, że czeka nas coś groźnego, strasznego, nieprzyjemnego, a trzeba być z bliskimi i to jeszcze ich pocieszać. Pan Jezus w czasie Ostatniej Wieczerzy zwraca się do uczniów miło i przyjaźnie. Ludzkimi słabymi siłami znosi ciężar nie do uniesienia. Kiedy wraz z umiłowanym uczniem Janem przykładamy ucho do piersi Chrystusa wsłuchujemy się w przyśpieszone bicie Jego Serca. Chcemy dowiedzieć się skąd płynie siła, która pozwala Mu spożywać świąteczną wieczerzę z przyjaciółmi, kiedy tylko godziny dzielą Go od męki i agonii.

          Odpowiedź może być tylko jedna: Chrystus Pan nie zatapia się we wspomnieniach i nie wybiega myślami z lękiem w przyszłość. Skupia się na chwili obecnej – wieczerzy. Wie, że cały sens polega na przeżyciu tej właśnie chwili, poświęceniu się dla uczniów i przyjaciół i dla ludzi, których ukochał. Takie uczucie powinno towarzyszyć nam podczas Mszy Świętych: uczucie czuwania z Chrystusem bez lęku przed tym, co ma nadejść.

Wielki Piątek

Zauważmy, że Liturgia Wielkiego Piątku nie ma początku ani końca. Wchodzi się do ołtarza w ciszy i cisza zapada, kiedy Ciało Chrystusa zostaje umieszczone w grobie, umilkną śpiewy, a zaczyna się adoracja. Znaczy to, że cały czas trwa jedno, wielkie nabożeństwo Wielkiego Tygodnia. Wobec tej tajemnicy człowiek zniża głos aż po szept.

Kiedy Prorocy zapowiadali narodzenie Pana Jezusa pisali: „gdy wielka cisza spowijała ziemię…”. Gdy złożono Chrystusa do grobu teksty Liturgii Godzin komentują: „Wielka cisza spowiła ziemię…”. Cisza nastała też w niebie i na ziemi, kiedy Baranek złamał pieczęć w Księdze Apokalipsy. To nie jest cisza grobowa. To jest cisza podobna do uspokojonego przez Pana Jezusa burzliwego jeziora. To nie jest martwa cisza po kłótni czy groźna cisza przed burzą. To jest cisza, która zwyciężyła hałas i krzyk. To jest jak pokój, który przyszedł, kiedy zakończyła się wojna. To jest czas, w którym rozpoczęła się odbudowa tego, co zniszczone. Chrystus Pan zanurzył się na dno otchłani i wyciągnął stamtąd tonących.

Wigilia Paschalna

Tak jak początek świata, Liturgia Wigilii zaczyna się rozbłyskiem światła w ciemności. Stajemy w świętym miejscu jak Mojżesz, który przyglądał się jak krzew płonie i się nie spala. To nie jest ogień trawiący, ale żywy. Z płomienia tego ognia przemawia Bóg: Przedstawia się jak sw. Janowi: „Jam jest Alfa i Omega – Pierwszy i Ostatni. Jestem, który jestem. Dość się już napatrzyłem na waszą udrękę…”. Wzywa złego faraona, żeby wypuścił Jego naród z niewoli. Potem prowadzi nas w słupie ognia, który symbolizuje Paschał. Prowadzi najpierw przez Słowo, które opowiada o Stworzeniu i o Dziejach Zbawienia. Kiedy już oznajmi Słowo Ludowi prowadzi Go przez wody. Dla nast. To woda Chrztu Świętego. Dla wroga oznacza ona śmierć, dla wybranym – obmycie i ocalenie. Potem na ołtarzu dokonuje się faktycznie całe Misterium Zbawienia, do którego prowadzą Święte Dni. Nasze serca przenoszą się do wieczernika, ale nie wtedy, kiedy wszyscy oczekiwali na mękę, ale wtedy, kiedy już razem czekali na Dobrą Nowinę o tym, że powstał z martwych.

Tę ofiarę składa już żyjący Chrystus, który gromadzi nas jak Apostołów w Wieczerniku i spożywa śniadanie. Hymn Brewiarzowy mówi o tym, że rzesza już wyzwolonych podąża śladem Chrystusa. Idziemy za naszym Panem w procesji dokoła kościoła, tam gdzie przed wiekami chowano naszych zmarłych. Żywy Pan Jezus niesiony wśród umarłych przez jeszcze umierających wytycza drogę do życia. Daje nadzieję na zwycięstwo. Zwycięstwo, które pokonało śmierć.

Kochani

Maria Magdalena i inne kobiety jeszcze wczoraj płakały nad ciałem Pana Jezusa i były na Jego pogrzebie. Widziały razem kamień przykrywający grób. Chciały oddać Panu Jezusowi ostatnią ziemską posługę i godnie Go pogrzebać. Szły z wonnościami do grobu jakby nie pamiętały, że przykrywa go ciężki kamień. Ten grobowy kamień nawet początkowo nie przeszedł im przez myśl, rzec by można: kamień im nie przeszkodził: „miłość Chrystusa przynagla nas…”. Ale religijna uroczystość, święty dzień, w którym nie można było zajmować się zmarłymi, nawet najbliższymi – to je zatrzymało, choć miały wiele powodów żeby się usprawiedliwić i zająć ciałem ukochanego Mistrza. Jakże inaczej od nas tamte wierne kobiety myślały. Jakże innym rytmem niż nasze dzisiaj biły ich serca: wielki kamień i zamknięty na amen grób i straże były dla nich drobnostką, a religijna praktyka i przykazanie były czymś wielkim i ważnym. Po ludzku tej postawy nie można zrozumieć, zwłaszcza w świetle dzisiejszych kryteriów. Jedynym wytłumaczeniem jest to, że Chrystus Zmartwychwstał i już oddziaływał na serca wiernych kobiet. Już zaczął się nowy świat, w którym liczą się inne sprawy niż w świecie doczesnym, i w którym obowiązują już inne kryteria. Nie liczy się już fizycznych sił, nie prowadzi bilansu zysków i strat, itp. Ale w nowym świecie śmierć nie ma władzy nad życiem, smutek przegrywa z radością a wojna z pokojem. My dzisiaj razem z niewiastami możemy stać się obywatelami tego nowego świata. Każdy kto doświadczył spotkania ze Zmartwychwstałym i żywym Bogiem jest już obywatelem nowego świata.

Co prawda nowy świat się zaczął, ale stary jeszcze nie skończył. Nie ma co się dziwić, że te dwa światy mogą się mieszać, albo wręcz wzajemnie ścierać. Nie może dziwić fakt, że obywatele starego świata nie będą mogli zrozumieć dzieci nowego świata. Nie może dziwić fakt, że nowy świat pełen życia będzie drażnił stary świat, w którym króluje śmierć. Nie może dziwić to, że stary świat będzie próbował ukrócić, ośmieszyć, a nawet zwalczyć dzieci nowego świata. Ta walka, to starcie nazywa się w Biblii „czasami ostatecznymi”. Czasy ostateczne to nie jest jakaś groźba, to nie jest to, co właśnie przyszło albo strasznie się zbliża. Czasy ostateczne trwają od Zmartwychwstania Chrystusa, a zwycięstwo życia nad śmiercią, radości nad smutkiem i chwały nad cierpieniem dokonuje się w sercach ludzkich i w naszych codziennych wyborach i wielkich-małych chwilach. Wielkie zwycięstwo składa się z małych zwycięstw, wielka radość z małych radości. Niech grób, przy którym czuwamy, a który za chwilę będzie pusty stanie się znakiem nadziei i radości na zwyczajne chwile.

Dzisiejszej nocy byliśmy bliżej Chrystusa niż Jego Apostołowie i bliscy. Mogliśmy czuwać przy grobie, który stał się miejscem zwycięstwa życia nad śmiercią. Trzeba teraz, żeby Dobra Nowina o zmartwychwstaniu dotarła do wszystkich i na trwałe zmieniła życie ludzi. Maria Magdalena razem z dwiema innymi niewiastami usłyszały, że Pan Jezus zmartwychwstał i zaraz rozbiegły się, żeby powiadomić uczniów. Maria Magdalena poszła do Piotra i Jana, a ci przybiegli do grobu. Grób i płótna zastali w takim stanie, że nie było innego wyjścia, tylko uwierzyć w to, że Jezus Chrystus powstał z martwych.

My też żyjemy zatopieni w naszą codzienność, biegamy to tu, to tam i słyszymy różne nowiny raz dobre a raz mniej. Mamy też swoje własne groby, głębiny naszej duszy, w których podobne jak faryzeusze i Rzymianie zamykamy pod ciężkimi kamieniami to, co nas smuci, to co nas drażni, to, co jest nam niewygodne. Pan Jezus Zmartwychwstały chce dzisiaj wszystkie te nasze zapieczętowane groby, które skrywamy w sercach rozbić, ich ciemność zalać światłem, zło czające się tam pokonać, a to, co martwe ożywić. Dla nas zostaje jedno zadanie: tak jak apostoł zajrzeć w głębiny naszych duchowych grobów i uwierzyć i dalej żyć, a nie ciągle dzień po dniu umierać. Zmartwychwstały Pan Jezus pozwala nam spojrzeć na to, co nas szczególnie mocno u innych irytuje i drażni. Zatrzymać się nad myślami i lękami, od których uciekamy, których się wstydzimy i się boimy. Pan Jezus chce pokrwawione bandaże – świadków naszych ran, na nowo poukładać, jak poukładał sam swoje płótna. Pan Jezus chce, żebyśmy się nie odcinali, ale poczuli się odpowiedzialni za wszystko, co tam w grobach naszych dusz się znajduje. Nie zmawiali sobie, że to los, że to świat, że to inni skrzywdzili, ale że jest tam też wiele naszej odpowiedzialności – odpowiedzialności Apostołów, którzy choć przecież nie skrzywdzili, to jednak zostawili swojego Mistrza. Dopiero wtedy ich wiara została uzdrowiona, kiedy zrozumieli swoją odpowiedzialność za to, co zaszło, dopiero kiedy przyznali się do swojej słabości, dopiero wtedy, kiedy uznali, że to jest część ich samych.

Ten pusty grób już na zawsze zostanie w Jerozolimie. Już zawsze będą chodzić koło Kalwarii i grobu i już zawsze będą wierzyć, że Pan Jezus został zabity, że ta śmierć to była także ich odpowiedzialność, że jakoś częściowo zawiedli, wystraszyli się… ale w całości nie przegrali. Naznaczone śmiercią serce teraz uwierzyło w życie. Uwierzyli, że śmierć i grób nie mają ostatniego słowa. Uwierzyli, że Zmartwychwstały Pan Jezus za nic ma ich upadki i zawód jakiego doznał. Sam Apostoł Jan opowiada nam dzisiaj historię swojej wiary i zachęca nas do tego samego: zajrzyj do swojej duszy, zobacz i uwierz, że Pan Twój żyje.

Kochani

          W tym roku akcja kolejnych Ewangelii odczytywanych niedziele Wielkiego Postu toczy się w Jerozolimie. Tym razem do Chrystusa przychodzą Grecy i chcą Go zobaczyć. Tym słowem „Grecy” określano wszystkich wierzących w Boga, którzy nie byli Żydami, ale pochodzili z innych narodów kultury greckiej. Byli to przedstawiciele tych wszystkich, którzy potem, po Zmartwychwstaniu nawrócili się i stworzyli pierwotny Kościół razem z grupą tych, którzy pochodzili z Judaizmu. Ci nawróceni Grecy byli najwierniejszymi uczniami Chrystusa, chociaż większość z nich osobiście Go nie widziała, tak jak my. Nie zapominajmy tez o tym, że choć Ewangelia powstała w czasach Chrystusa, to jednak spisana była później i właśnie skierowana do pierwszych wyznawców – Greków. Oni zapewne mieli w sobie wielka tęsknotę: być może wielu z nich pamiętało jeszcze czasy Pana Jezusa, być może zazdrościli w taki dobry sposób Apostołom, że Ci Go osobiście spotkali. Tymczasem Grecy żyli tak blisko w czasie i miejscu, bo przecież chodzili też do Jerozolimy na święta, a Pana Jezusa nie widzieli. Ten fragment Ewangelii, który dzisiaj słyszymy jest pociechą i dobrą nowiną dla tych wszystkich, którzy pana Jezusa bardzo kochają i wiele o Nim wiedzą, wierzą też w Niego, ale nie mieli szczęścia widzieć Go osobiście. Wśród adresatów Ewangelii jesteśmy także i my.

          Jeszcze za życia ziemskiego Pana Jezusa przyszli do Niego Grecy i chcieli za pośrednictwem Apostołów „załatwić sobie” spotkanie z Nim. Pan Jezus przemawiał jawnie w Świątyni, każdy mógł posłuchać, ale widocznie oni chcieli spotkać Go jakoś osobiście. Poszli do Filipa i Andrzeja – ci dwaj uczniowie mieli typowo greckie imiona, a więc pewnie znali grecki i mieli jakieś związki a ta kulturą w rodzinie. Jednak Ewangelista Jan nie wspomina, czy ostatecznie Pan Jezus spotkał się z Grekami, być może nawet nie. Dał im jednak wskazówki, w jaki sposób mogą spotkać Go osobiście, nadetnie widząc własnymi oczyma.

          Tą wskazówką stała się przypowieść o ziarnie, które wpada w ziemię, obumiera samo, ale przynosi plon. To znaczy, że za każdym razem, gdy spotkamy takie poświęcenie, spotykamy w nim samego Chrystusa. A jeśli się chce być blisko z Chrystusem, to trzeba naśladować Go w Jego poświęceniu, a to można robić w dowolnym czasie i miejscu. Do tego Pan Jezus mówi wyraźnie, że doznaje lęku na myśl o „Jego godzinie” a to oznacza Jego mękę. Wszędzie, gdzie bliskość Boga i wiara w Niego pokonują lęk – tam spotykamy osobiście Chrystusa, choć nie widzą Go nasze oczy.

Strona 1 z 64

logo

caritas

Liturgia na dziś

Copyright © 2024 Parafia Św. Józefa w Sandomierzu. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Joomla! jest wolnym oprogramowaniem wydanym na warunkach GNU Powszechnej Licencji Publicznej.
Our website is protected by DMC Firewall!